W Rudawach Janowickich - na Krzyżnej Górze i Sokoliku

Pomysł wyjazdu w Sudety narodził się już dawno temu. Jednak zawsze coś stanęło na przeszkodzie. Korzystając z urlopu i cudownej pogody, o zdecydowanie jesiennym już zabarwieniu w górach wyruszyłem na spotkanie przygody. Jako, że mieszkam w Karpatach, wyprawa tam miała być szczegółowo zaplanowaną przygodą. Z racji odległości nigdy tam nie byłem, więc chciałem zobaczyć najpiękniejsze, najbardziej znane miejsca. W końcu się udało i wyjazd doszedł do skutku. Trafiłem idealnie z pogodą, więc mogłem podziwiać nowe dla mnie góry w całym ich nieskazitelnym pięknie. Odkrywałem nieznane mi górskie krajobrazy i inne atrakcje, wyrabiając sobie własne zdanie na temat tych prastarych gór. Każde pasmo, które odwiedziłem ma swój niepowtarzalny urok i wyróżnia się z pozostałych niuansami, które łatwo wyłapie oko wytrawnego turysty.

Spróbuje opisać po kolei świat sudeckich szczytów i malowniczych pejzaży górskich, które było mi dane zobaczyć. To będzie moja subiektywna ocena, tego co zobaczyłem. Podzielę się z Wami wrażeniami, doświadczeniami, jakie przeżyłem w Sudetach. Dla mnie była to największa przygoda górska życia. Nigdy nie odważyłem się zupełnie sam wędrować przez tyle dni. Pojechałem w daleką podróż w nieznany zupełnie mi rejon Polski i spędziłem rekordową dla mnie ilość dni w górach bez przerwy. To była ze wszech miar niezapomniana wyprawa, która otworzyła mnie na zupełnie nowe doznania i poszerzyła znacznie moje horyzonty. Po prostu chłopak z Beskidów ruszył w kraj i bardzo mu się spodobało.

Rudawy Janowickie

Jednym z odwiedzonych przeze mnie obszarów górskich były Rudawy Janowickie. Góry może niezbyt wysokie, czy efektowne, ale skrywające w sobie moc fascynujących tajemnic. Jadąc w nie, nie spodziewałem się, że zobaczę tam tyle niepowtarzalnych cudów natury. To bardzo niewielkie pasmo, które do 1947 r. nosiło nazwę Gór Łomnickich. Pierwszym mym celem w tych górach było zwiedzenie malutkiego obszarowo masywu Gór Sokolich. Obejmuje on tylko sześć szczytów i kilka bezimiennych kopek, ale to właśnie one są mekką dolnośląskich wspinaczy. Często służą jako baza treningowa przed wspinaczką w Tatrach z racji podobieństwa budowy skał. To tutaj znajduje się legendarne schronisko Szwajcarka, które gościło naszych znanych himalaistów, jak Wanda Rutkowska, Krzysztof Wielicki, czy Wojciech Kurtyka, którzy tu stawiali swe pierwsze kroki.

Schronisko Szwajcarka

Schronisko znajduje się w budynku wybudowanym w stylu tyrolskim, stoi w niezmienionej postaci od roku 1823! I jest jedynym całkowicie drewnianym schroniskiem w Sudetach. Robi naprawdę duże wrażenie, swoją elegancją i zarazem prostotą w tej górskiej scenerii. Najbliżej dotrzeć do niego z pobliskiej Przełęczy Karpnickiej, gdzie jest duży parking. Znajduje się ona na lokalnej drodze łączącej Karpniki i Janowice Wielkie. Trzeba zapłacić za parkowanie i w kwadrans możemy dotrzeć do Szwajcarki. W środku dostaniemy wyśmienity sernik, który miałem okazję skosztować. Przy okazji pozdrawiam miłą Panią Bożenkę z bufetu. Stąd już niedaleko mamy do największych atrakcji tych gór, czyli na dwa najbliższe, sąsiadujące ze sobą szczyty, rozdzielone przełączką. Wprawny turysta w godzinkę zdobędzie obydwa wierzchołki, ale po co się spieszyć, jak tak tu pięknie.

Krzyżna Góra

Ze schroniska idziemy w górę na przełączkę, nieopodal Husyckich Skał. To takie ciekawe miejsce, z widokiem na Sokolika. Na jednej ze skał, zwanej kamieniem Bluchera widoczne są ślady po tablicy, upamiętniającej tego pruskiego feldmarszałka. Nazwa tej grupy skał wywodzi się z legendy o uciekających tędy Husytach w XV w. Skręcając w lewo dochodzimy po chwili do polanki pod Krzyżną Górą, gdzie możemy odpocząć przed wejściem na szczyt i poczytać o historii tego miejsca na jednej z edukacyjnych tablic. Wejście na sam wierzchołek ułatwiają nam schodki, poręcze, stopnie skalne. Widok z góry wynagradza nam chwile trudów. W najwyższym punkcie umieszczono tam metalowy, siedmiometrowy krzyż, przez co zmieniono nazwę góry z Sokolej Góry na obecną. Ufundowała go księżna Maria Anna dla swego męża Wilhelma von Hohenzollerna, kiedyś właściciela tych ziem. Ze szczytu mamy kapitalne widoki, szczególnie efektownie prezentuje się na zachodnich zboczach góry smukła i strzelista skałka, zwana Jastrzębią Turnią oraz panorama Gór Kaczawskich.

Sokoliki

Dobrze jest przejść na sąsiednią skałę, co umożliwiają stopnie skalne poniżej szczytu, bo stąd mamy świetny widok na sam najwyższy wierzchołek. Schodząc z powrotem na przełączkę wypatrujmy dobrze, może uda się nam odkryć ruiny zamku Sokolec, który istniał tutaj od XIV w., a obecnie pozostały tylko fundamenty. Z przełączki idziemy teraz w dół, by po chwili mozolnie wspinać się na Sokoliki. Na szczycie i zboczach występuje duże nagromadzenie skałek, które służą jako teren ćwiczeń wspinaczkowych. Dla zwykłych turystów atrakcji też nie braknie. Sokoliki składają się z dwóch filarów skalnych, na wyższym z nich wybudowano stalową platformę widokową, na którą prowadzą żelazne schody. Wejście krętymi schodami jest przeżyciem samym w sobie. Nigdzie do tej pory nie spotkałem czegoś takiego w górach. Schody zostały wykute już w XIX w., są więc jedną z najstarszych atrakcji górskich w okolicy. Nie raz możemy podziwiać z metalowej ławeczki na platformie widokowej wspinaczy, który zmagają się z którąś ze ścian.

Dawniej istniała jeszcze kładka prowadząca na niższy z Sokolików, potem rozebrano ją. Obecnie raz w roku odbywają się tam zawody w chodzeniu na linie rozciągniętej między obydwoma  szczytami. To dopiero hardcore. Za to na co dzień możemy podziwiać panoramę Karkonoszy, Rudawi i Gór Kaczawskich. Dowiedziałem się tu o ciekawym zwyczaju  umieszczania w specjalnie przygotowanych metalowych puszkach (tzw. puszkach szczytowych) książek szczytowych oraz ołówków, umożliwiających wpisywanie turystom informacji o kolejnych wejściach na wierzchołek i  o towarzyszących temu wrażeniach. Właśnie na Sokolikach kultywowano ten piękny obyczaj, który niestety zanikł po 1945 r.

Po nacieszeniu się widokami schodzimy na dół, gdzie na placyku pod wierzchołkiem możemy posilić się i odpocząć po wrażeniach przy stołach i ławkach. Później pozostaje nam powrót tą samą trasą na przełęcz Karpnicką, jeśli zostawiliśmy tam autko. Tak było w moim przypadku. Zakończyłem pierwszy etap zwiedzania Rudaw Janowickich, ale to była dopiero poranna rozgrzewka przed dalszą częścią mojej eksploracji tych gór. Rudawy zafascynowały mnie już na początku poznawania swoją przebogatą historią i aurą tajemniczości. Więcej na http://marekowczarz.pl . Zapraszam

Marcogor

Podziel się
Udostępnij znajomym
Udostępnij