Duch Gór, Rzepiór, Liczyrzepa, Karkonosz - nieważne jak nazywać tę postać, jest ona głównym bohaterem mnóstwa fantastycznych opowieści o sudeckich tajemnicach i skarbach. Te dwa wielce interesujące aspekty łączą się w legendzie o Rówience - niewielkiej (960m n.p.m.) górze położonej pomiędzy Karpaczem Górnym a malowniczą Polaną w Karkonoszach. Do tego zakątka najprościej dojść niebieskim szlakiem spod kościoła Wang. Rówienka znajduje się przy skrzyżowaniu z żółtą trasą, łączącą Słoneczniki z Borowicami.

W tym właśnie miejscu bardzo lubił przebywać Duch Gór. Tak bardzo przypadło mu do gustu, że bardzo długo spędzał tutaj niemal każdą wolną od obowiązków władcy Sudetów chwilę. Aby jakoś umilać sobie te rzadkie chwile relaksu, Karkonosz urządził na Rówience kręgielnię. Naturalnie grywał w klasyczną, europejską odmianę tej dyscypliny (9 pionów ułożonych w kwadrat z przekątną wzdłuż osi symetrii toru), a nie najbardziej rozpowszechniony współcześnie amerykański bowling (10 kręgli formujących trójkąt), królujący niepodzielnie w rozmaitych barach i klubach.

Rzecz jasna w kręgle można się bawić samemu, jednak najlepiej sprawdzają się w towarzystwie. Dlatego też Liczyrzepa często przemieniał się w sympatycznego młodzieńca i zapraszał do sportowej rywalizacji napotkanych wędrowców. Aby nadać rozgrywce żywszego kolorytu i zwiększyć poziom emocji, proponował swoim przeciwnikom grę na pieniądze. Oczywiście Rzepiór czyścił wszystkim mieszki i kieszenie aż do dna, jednak po skończonej partii zawsze proponował, by pokonany zabrał do domu jeden z kręgli. Nie wszyscy chcieli taką pamiątkę przypominającą o srogim łomocie i ciężkiej finansowej stracie, ale… ci, którzy zabrali piona nie żałowali - po zejściu z gór ich kręgiel przemieniał się z kawałka drewna w lśniące, czyste złoto.

Pewnego dnia na spacer po Karkonoszach wybrało się dwóch klepiących biedę czeladników młynarza. Na Rówience spotkali Ducha Gór - mimo że mieli przy sobie skromne oszczędności całego życia, to dali mu się namówić na hazardową rozgrywkę. I jak wielu innych wcześniej, przegrali z nim ostatni grosz. Przybici młodzieńcy przyjęli kręgiel pocieszenia, wrzucili go do worka i czym prędzej zeszli do miasta. Nie rozwiązując sakwy, rzucili zdobycz w najciemniejszy kąt swojej izby i wrócili do codziennej pracy.

Po kilku dniach czeladnicy przypomnieli sobie o o niecodziennym trofeum - i oniemieli z wrażenia, kiedy zamiast drewnianego kloca wyjęli bezcenny, cudownie błyszczący kawał złota. Nawet nie byli sobie w stanie wyobrazić, jakie bogactwo stało się ich udziałem. Nie mieli przy tym bladego pojęcia, cóż należy w takiej sytuacji uczynić, więc popędzili do swojego mistrza. Pokazali mu złoty kręgiel i z najdrobniejszymi szczegółami opowiedzieli o swojej niezwykłej przygodzie. Potem, kiedy wrócił im spokój i zdrowy rozsądek, zabrali skarb z powrotem do siebie. Nazajutrz udało im się wymienić złoto na monety, podzielili się więc pieniędzmi po połowie i każdy ruszył w swoją stronę z całym dobytkiem, w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca by się osiedlić i pracować na swoim.

Tymczasem staremu młynarzowi historia o złotym kręglu nie dawała spokoju. Przepełniony chciwością wyszedł więc w góry - i tak jak opowiadali jego niedawni podopieczni, w pobliżu Rówienki spotkał w końcu pięknie ubranego chłopaka oddającego się rozrywce. Kiedy Duch Gór zaproponował mu partyjkę kręgli na pieniądze, młynarz natychmiast się zgodził. I błyskawicznie przegrał wszyściutko, co miał przy sobie.

Karkonosz tradycyjnie zaproponował rywalowi, by ten zabrał sobie na pamiątkę jeden z kręgli. Stary młynarz nie mógł opanować się wobec wizji ogromnego bogactwa i zapytał, czy mógłby wziąć więcej pionów. “A ile konkretnie” - dopytywał Liczyrzepa. “Wszystkie dziewięć” - rzucił bez zastanowienia rzemieślnik. Duch Gór po krótkim namyśle zgodził się i sam zapakował do worka komplet kręgli. Podekscytowany mistrz młynarski chwycił podarunek, pobiegł w stronę domu i zaczął marzyć, jakiż to wspaniały pałac sobie wybuduje.

Pamiętając dokładnie relację czeladników nie zaglądał do worka, mimo że cała sprawa zaczęła mu trochę śmierdzieć. I to dosłownie, odstraszając nawet stałych klientów. Kiedy zapach w całym młynie i piekarni stał się już nie do zniesienia dla samego właściciela, młynarz w końcu rozsupłał węzeł. W środku, zamiast dziewięciu złotych kręgli, znalazł całą kupę krowiego łajna.

I w ten oto sposób Rzepiór ukarał bezgraniczną gorączkę złota. Gdyby więc ktoś spotkał w Karkonoszach młodzieńca proponującego grę w kręgle - należy zachowywać się przyzwoicie.

Podziel się
Udostępnij znajomym
Udostępnij